|
Starsze panie po dwudziestce
AnusiA /
09 kwietnia 2008
|
Załamuje mnie postawa moich koleżanek. Piękne, młode, wykształcone kobiety, które zachowują się jak styrane życiem emerytki marzące tylko o ciepłych kapciach.
Skończyły już studia. Pracują. Mieszkają nadal z rodzicami. Nie mają mężów, dzieci, narzeczonych – czasem jakiś chłopak się trafi. Wieczory spędzają w domu, chodzą spać po 20, nawet w weekendy są zbyt zmęczone, aby wyjść, zabawić się. Czasem uda się je gdzieś zaciągnąć, ale gdy tylko wybija północ, to one już chcą wychodzić, bo już tak późno, nie wyśpią się.
A ja? Mam tyle lat, co one. Jeszcze studiuję, pracuję, teraz uczęszczam jeszcze na jakieś dodatkowe szkolenia, mam małe dziecko, które sama wychowuję, no i mieszkam w taki miejscu, że dojazd do centrum zajmuję mi ponad godzinę. Dziś na przykład wyszłam z domu o 7, wróciłam około 21:30. Oczywiście w weekendy też sobie nie pośpię, bo moja Mała budzi się około 6, bez względu na to, jaki jest dzień tygodnia. A jednak, gdy mam okazję wyjść na miasto, zabawić się, potańczyć, napić piwa ze znajomymi, a przede wszystkim zapomnieć, o tej codzienności, to się nie zastanawiam. W końcu jeszcze w tym stuleciu się wyśpię. Nawet nie mam czasu pomyśleć o tym, jaka jestem zmęczona, choć rzadko udaje mi się przespać więcej niż 4h na dobę i to musi mi wystarczyć.
Tak sobie myślę: co się z nimi porobiło? Czy za parę lat, jak już będą miały rodziny, dzieci nie będą żałowały, że jak miały czas się pobawić, to tego nie zrobiły? Kiedy znajdą czas na to? Jak się będą czuły, gdy inni będą opowiadać jak spędzali swoją młodość? Czy one muszą już teraz być starszymi paniami? Co się z nimi stanie za te parę lat? Mam tylko nadzieje, że nigdy nie będę taka jak one….
|